3 rzeczy, których nauczył mnie kettlebell sport

Posted on

Z kettlami zacząłem trenować w 2013 roku. Egzaminy StrongFirst zdawałem ponad dekadę temu, w czasach, gdy Hardstyle wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. I z takiej perspektywy piszę ten tekst. Przez lata zmieniło się bardzo wiele – nie tylko samo podejście do kettli, ale i cały świat fitness. Jedną z większych zmian w moim myśleniu przyniósł jednak kettlebell sport.

1. Można robić więcej snatchy

Dawno temu, przygotowując podopiecznych pod SSST (200 rwań w 10 minut), większą część treningu opierałem o swingi. Snatche pojawiały się tylko raz w tygodniu. Najczęściej w systemie EMOM. Rzadko kiedy robiliśmy rwanie na więcej niż 10 pow. na rękę w serii. Właściwie nigdy tego nie robiliśmy. I to działało. Ale kettlebell sport pokazał mi, że można inaczej, można robić snatche dwa, a nawet trzy razy w tygodniu i, jeśli wiesz, jak to sensownie poukładać, to większa objętość nie wpływa negatywnie na regenerację. Szybko okazało się, że metody pracy znane ze świata kettlebell sport można z powodzeniem przełożyć na świat HS – praca w systemie unbroken, czasówki w systemie drabinkowym, limitowana ilość zmian ręki. Całkowicie zmieniło to moje podejście do programowania ST(100 rwań w 5 minut) i SSST. Ponad 200 rwań 18 kg odważnikiem w 10 min, SSST z 20 kg kettlem i 100 rwań z 24 kg kulą w 5 minut u dziewczyn, z którymi miałem okazję pracować, są najlepszym dowodem na skuteczność tych metod.

2. Nie ma nic złego w trenowaniu na maxa

Metodyka SF bardzo mocno opierała się na budowaniu treningu wokół wysokiej objętości kosztem niskiej intensywności. I to nic złego. Metoda dobra jak każda inna. Niestety, czasem towarzyszył temu nieuzasadniony lęk przed upadkiem mięśniowym i nieudanymi powtórzeniami. Kto pamięta krążące w środowisku hasła o przepalonym układzie nerwowym, który na skutek nieudanego podejścia będzie potrzebował dwóch tygodni na regenerację? Kettlebell sport pokazał, że można trenować inaczej, a upadek mięśniowy będzie ci towarzyszył wielokrotnie, czy to podczas treningu, czy, tym bardziej, na zawodach. I nie musi to w żaden sposób sabotować twojego rozwoju. A tym, co naprawdę sabotuje twój trening, jest często zbytnie skupianie się na szczegółach i wynikach pojedynczej sesji, zamiast analizowania procesu w dłuższej perspektywie czasowej.

3. Nie ma jednej uniwersalnej techniki

Fiksacja na punkcie techniki była, mam wrażenie, wspólna dla większej części świata fitness w drugim dziesięcioleciu lat 2000. Martwy ciąg to tylko na prostych plecach. W każdym ćwiczeniu musimy pilnować neutralnych krzywizn kręgosłupa. Ciężar na treningu tylko taki, który pozwoli nam zachować techniczną perfekcję. W HS wiecznie analizowaliśmy kąty wygięcia w pressie. Odrywanie pięt w rwaniu, przysiadanie technik balistycznych – za to wszystko były no repy. Dochodziło do absurdalnych, moim zdaniem, sytuacji, że niektórym osobom podobne odstępstwa od ogólnie przyjętych zasad odbierały radość z nowego rekordu.

Kettlebell sport stawiał się wówczas w radykalnej opozycji do wszystkiego, czego nauczał świat fitness. Proste plecy i sztywny kręgosłup? Zapomnij. Budowanie napięcia pod ciężarem? Zero napięcia. Wszystko ma być wykonywane na możliwie największym luzie. Oddech biomechaniczny w pracy z ciężarami? Gdzie tam. Oddychamy tylko anatomicznie. Duże ciężary w niskim zakresie powtórzeń? Duże ciężary w dużym zakresie powtórzeń.

Kettlebell sport jest dyscypliną niezwykle techniczną, ale jednocześnie, tak jak każdy inny sport, kładzie nacisk na performance. A dzięki temu daje zawodnikowi przestrzeń na o wiele większą dozę improwizacji w ramach wybranych bojów. Twój rekord w rwaniu nie jest mniej rekordowy tylko dlatego, że odważnik wleciał do górnej pozycji bokiem. A press nie przestaje być pressem tylko dlatego, że twoja głowa znalazła się za linią biodra. Sposób zrzucania kettla w snatchu, wykorzystanie wygięcia podczas pressów, odchylenie ciała podczas cleanów, sposób ustawienia kettli w racku – to tylko kilka z długiej listy rzeczy, które w kettlebell sport zależą od zawodnika.

* * *

To nie jest tekst z cyklu – co jest lepsze, Hardstyle czy Girevoy Sport. To jest tekst z cyklu – kettle to o wiele więcej aniżeli jedna czy druga metoda treningowa. Kettle to StrongFirst, to oldschoolowe dźwiganie, to klasyczny Girevoy Sport i jego odmiany w ramach szeroko pojętego kettlebell sport, to w końcu żonglerka. Ta na czas, robiona w ramach tak zwanych półmaratonów, jak i ta opierająca się na konkretnych układach. Każda odmiana pracy z kettlami pozwala otworzyć oczy na inne aspekty treningowe. Mieszać metody i wykorzystać rozwiązania z konkurencyjnych, zdawałoby się, szkół.

Zarówno HS, jak i GS w Polsce dzisiaj, a w 2013, to są dwa różne światy. Nie namawiam do trenowania ani jednego, ani drugiego. Namawiam do trenowania kettli. I czerpania z tego radości i satysfakcji. Szukania metod, które sprawiają wam najwięcej funu. Nieprzejmowania się etykietami. Niedyskredytowania, a szukania u innych tego, co w kettlach najbardziej wam się podoba.